Obecnie sklepowa żywność jest dłużej świeża, bardziej kolorowa i ma mocniejszy smak oraz zapach. Co za tym stoi?
Świadomość tego, co się je może być źródłem ograniczeń, jednak zdecydowanie pomaga ona dokonywać trafnych wyborów biorąc pod uwagę nasze zdrowie. Dzięki tej wiedzy nie tylko czujemy komfort psychiczny, ale również jesteśmy mniej narażeni na różne choroby.
Dzięki zakrojonym na szeroką skalę badaniom, wiemy już, że większość konserwantów, także tych pochodzenia naturalnego, mogą przyczyniać się do powstawania różnych chorób alergicznych. Alergie to jedna z chorób cywilizacyjnych występujących u około 30% społeczeństwa. Najczęstsze postaci tych chorób to pyłkowica odnotowana u około 20% populacji i astma oskrzelowa występująca u 5-9% całej populacji. Pytanie za co jeszcze przyjdzie naszej cywilizacji zapłacić?
Przemysł spożywczy często stosuje różnego rodzaju dodatki (food additives). Część z tych dodatków oznaczona jest na etykiecie produktu numerem poprzedzonym literą E. Są to tzw. polepszacze, których celem jest poprawa wyglądu, konserwacja oraz poprawa smaku produktu. E budzi jednak nieufność wśród konsumentów i to nie tylko z powodu braku jasnej ich interpretacji. Podświadomie czujemy, że nie są zdrowe, nawet jeśli opakowanie pieczywa krzyczy nam coś zupełnie odwrotnego.
Specjaliści żywieniowi obliczyli, że przeciętnie człowiek spożywa około 5,5 kg różnych dodatków typu E w ciągu roku. Wiele ludzi, ale także i przemysł spożywczy, zadali sobie pytanie, czy taka ilość chemii nie jest szkodliwa. Wtedy też powstał nowy segment zdrowej żywności (organicznej i bio), na którego produkty wraz ze wzrostem naszej świadomości rośnie. Zdrowa żywność zwana także ekologiczną jest pozbawiona wszelkich dodatków, dzięki czemu jest zdrowsza. Poniżej znajduje się lista grup dodatków żywieniowych, których przebywa z miesiąca na miesiąc. Obecnie jest ich już ponad tysiąc. Dodatki spożywcze dzielimy na:
Powyższa generalna klasyfikacja daje nam tylko wskazówkę, jakiego typu polepszacz użyto w produkcji. Warto pamiętać, że dodatki, mimo nazewnictwa E, mogą być naturalne (np. część barwników). Ponadto wyróżnia się dodatki identyczne z naturalnymi, a więc takie, których skład chemiczny jest taki sam jak w przypadku jego naturalnego odpowiednika, jednak uzyskany sztucznie. Zdecydowaną większość dodatków jest syntetyczna. Pełna lista dodatków wraz z ich opisem (pochodzenie, funkcje i cechy charakterystyczne, dopuszczalne dzienne spożycie oraz efekty uboczne) dostępna jest na stronie Food-Info, pozycja menu "E-numery".
Polecam również anglojęzyczną stronę UKFoodGuide, na której podane są wyniki ostatnich badań nad poszczególnymi dodatkami spożywczymi.
Większość z nas ma do czynienia z herbatą na codzień. Krzew herbaciany to wiecznie zielona roślina z rodziny kameliowatych. Nosi nazwę Camelia sinensis, a jej indyjska odmiana Camelia Assamica. Ze zmieszania tych dwóch odmian powstały też krzewy herbaty gruzińskiej i cejlońskiej.
Istnieje wiele legend związanych z odkryciem naparu z liści herbaty. Według jednej z nich, w 2737 roku p.n.e. chiński cesarz Szen Nung, wypoczywał pod drzewem herbaty. Popijał przegotowaną wodę i nie zauważył, że wiatr strącił kilka listków herbacianych do jego miski. Gdy skosztował wody, smak go oczarował.
Indyjska przypowieść przypisuje odkrycie herbaty mnichowi Bodhidharmie, który chciał oddać się wieloletnim bezsennym medytacjom. Gdy zaczęło dopadać go zmęczenie, zerwał kilka listków herbaty i zaczął ją żuć, czując przypływ energii i orzeźwienie.
Japończycy znają inne zakończenie przypowieści o Bodhidharmie. Zmęczenie, które dopadło mnicha było tak silne, że postanowił on wyciąć sobie powieki. Gdy rzucił je na ziemie, wyrósł w tym miejscu krzew herbaciany. Mnich zerwał z niego kilka listków i żując przepędził zmęczenie.
W Japonii na człowieka obojętnego i nieczułego mówi się, że "nie ma w sobie herbaty", natomiast na osobę porywczą i gwałtowną, że "ma w sobie za dużo herbaty".
Jeszcze w XIX i XX wieku w Mongolii kostki prasowanej zielonej herbaty były najpopularniejszym środkiem płatniczym.Z herbaty wytwarza się także barwniki spożywcze, które są bardzo trwałe i nieszkodliwe.Napar herbaciany wykorzystuje się w kosmetyce. Wzmacnia cebulki włosów i zapobiega ich wypadaniu.
W Azji Południowo-Wschodniej wykorzystuje się ją jako popularne warzywo - gotuje się z niej zupy i różne potrawy oraz zjada jak świeże liście sałaty. Spożywa się również kiszoną herbatę.
W Chinach i Birmie herbatę stosuje się także jako przyprawę. Zazwyczaj łączy się ją z czosnkiem, gdyż wyostrza jego smak znosząc nieprzyjemny zapach. Dzięki swoim właściwościom neutralizującym zapach, patelnie wyczyszczone wilgotnymi liśćmi herbaty pozbywają się zapachu m.in. cebuli i ryb. Podobnie można zneutralizować zbyt intensywny zapach np. śledzi poprzez namoczenie ich w herbacie.Chińczycy wykorzystywali herbatę jako maść na dolegliwości reumatyczne.Poleca się moczenie suszonych owoców w herbacie - zyskują znacznie lepszy smak niż po namoczeniu w wodzie.Proszek z suchych liści stosowany jest do leczenia oparzeń, owrzodzeń oraz do przerywania wymiotów.W przemyśle farmaceutycznym z pyłu herbacianego utrzymuje się naturalną kofeinę oraz witaminę C i P.Liście herbaty mają działanie higroskopijne (pochłaniające wilgoć). Dzięki temu przemyte naparem herbacianym lustro zyskuje piękny połysk.
Nasiona herbaciane zawierają nawet do 45% oleju (zwanego tsubaki) o szerokim zastosowaniu. Może zastąpić olej z oliwek, smaruje się nim mechanizmy oraz otrzymuje z niego mydło i kosmetyki.
Thomas Sullivan w 1908 roku rozesłał w jedwabnych woreczkach próbki swojej herbaty. Z tego wkrótce narodziły się popularne dziś torebki herbaciane. Jedwab zastąpiono gazą, a następnie papierem - dziś wytwarzanym z konopi manilskich, miazgi drzewnej i sztucznego jedwabiu.
Największym konsumentem herbaty jest Irlandia, gdzie przypada 3,17kg na osobę rocznie.
Obroty ze sprzedaży herbaty sięgają 2-3 miliardów dolarów rocznie.Światowa produkcja herbaty wynosi ok. 2,5 miliona ton rocznie, z czego 1/5 stanowi herbata zielona.Wszystkie rodzaje herbat pochodzą z tej samej rośliny. Dzięki zróżnicowaniu procesu produkcji powstało już ponad 3000 odmian herbaty.
Camellia sinesis (chińska odmiana krzewu herbacianego) uprawiana jest od IV tysiąclecia przed naszą erą. Siega nawet 10 metrów wysokości, ale ze względów praktycznych na plantacjach przycinana jest do 2-3 metrów. Spotykane są okazy mające prawie 2 tysiące lat, choć eksploatowany krzew żyje do 50. Kwitnie wczesną jesienią, ale zbiór liści odbywa się przez cały rok (oprócz zimy, kiedy roślina przechodzi w stan spoczynku). Uprawiana jest w Chinach i Azji południowo-wschodniej.
Camellia assamica (indyjska odmiana) odkryta została znacznie później niż jej chińska siostra. Dopiero w 1835 roku wódz plemienia Singpho pokazał tę roślinę brytyjskiemu oficerowi. Ponieważ rosła poza chińskim imperium, bardzo szybko pierwsze ładunki dopłynęły do Europy. Ta odmiana jest zdecydowanie wyższa od chińskiej (przypomina bardziej drzewo). Ma też większe liście. Uprawiana jest w Indiach, Japonii, Indochinach, Birmie i na Cejlonie oraz Jawie.
Krzewy herbaciane potrzebują dużego nasłonecznienia oraz sporej ilości opadów, dlatego uprawiane są w klimacie tropikalnym i subtropikalnym. Najlepiej rosną na żyznej, lekkokwaśnej glebie na wysokościach powyżej 1200 m n.p.m. Każdy krzew potrzebuje ok 5 m2 powierzchni.
Pierwsze zbiory odbywają się po około 5 latach od wyhodowania sadzonki. Przycina się młode pędy i pąki liści oraz kwiatów. Najlepsze gatunkowo herbaty do dziś zbierane są ręcznie do umieszczonych na plecach koszów. Z każdego krzewu co 10-15 dni zrywa się po dwa listki wierzchołkowe i pączek kwiatowy. Aby pobudzić roślinę do wytwarzania nowych listków, pędy regularnie się przycina. Każda osoba zbiera do kilkudziesięciu kilogramów liści dziennie. Ze względu na wymaganą precyzyjność, zbieracze to przede wszystkim kobiety. Na większych plantacjach mechanizuje się zbiory, co prowadzi do uszkodzeń liści i gorszej jakości herbaty. Proces produkcji dzieli się na kilka podstawowych etapów:
1. Suszenie. Liście przewożone są do fabryki, która znajduje się na każdej plantacji. Następnie suszy się je przez kilkanaście godzin. Podczas tego etapu liście uwalniają enzymy i soki oraz skręcają się. Pozbywają się też części garbnika i około 30% wody.
2. Fermentacja. Liście rozkłada się w chłodnym i wilgotnym miejscu, które stymuluje proces fermentacji liści. W zależności od długości trwania fermentacji (do 4 godzin), powstają różne odmiany herbaty (np. herbata zielona nie jest w ogóle poddawana temu procesowi, czerwona poddawana jest półfermentacji, a czarna fermentacji pełnej). Niektóre odmiany czerwonej herbaty poddaje się procesowi fermentacji w jaskiniach nawet przez 60 lat.
3. Wypalanie. Liście przechodzą przez komorę wypełnioną gorącym powietrzem. Mają już tylko 1/4 swej pierwotnej objętości.
4. Sortowanie. Liście przesiewane są przez różne sita, dzięki czemu można je podzielić na jednolicie wyglądające partie. Wielkość liści nie świadczy jednak o jakości herbaty.
Herbaty zielonej nie poddaje się procesowi fermentacji. Zamiast tego działa się na nią gorącą parę przez około 35 sekund. Zapobiega to utlenianiu polifenoli i witamin.
Niektóre odmiany herbat poddaje się też procesowi skręcania, który miesza różne składniki zawarte w liściu i potęguje jej późniejszą moc.
Liście poddane powyższym procesom można wymieszać w specjalnych bębnach obrotowych z płatkami kwiatowymi, skórkami z owoców, olejkami zapachowymi lub alkoholami, dzięki czemu powstają herbaty aromatyzowane (np. popularna Earl Grey).
Ze względu na zróżnicowanie procesu produkcji wydzielamy 5 podstawowych odmian herbaty:
*herbata zielona - nie poddaje się jej procesowi fermentacji
*herbata biała - powstaje z nierozwiniętych listków i pączków zbieranych wczesną wiosną, przechodzi tylko proces suszenia (czasami poddaje ją się fermentacji w 10%)
*herbata żółta - produkcja okryta jest tajemnicą; prawdopodobnie proces fermentacji jest gwałtownie przerywany
*herbata czerwona - liściom pozwala się długo rosnąć, jest poddawana procesowi półfermentacji
*herbata czarna - poddana pełnemu procesowi fermentacji
Korzyści z picia herbaty
Liście herbaty zawierają do 30% garbników (m.in. taniny), które hamują rozwój bakterii w jamie ustnej, ochraniają błonę śluzową oraz pomagają zwalczać biegunkę (choć ten efekt neutralizuje dodanie cukru do herbaty). Tanina ma też pozytywny wpływ na nasze oczy.
Zawiera do 4% teiny (odpowiednika kofeiny), dzięki czemu działa pobudzająco i wspomaga koncentrację oraz pamięć. Przyspiesza też trawienie alkoholu. Im dłuższy proces fermentacji, tym większa zawartość teiny.
Herbata nie zawiera kalorii, można ją więc pić nawet w trakcie diety niskokalorycznej.
Zawiera wiele witamin: A, B1, B2, PP, C, E oraz K.
Reguluje procesy trawienne. Działa też pozytywnie na wątrobę.
Ma właściwości moczopędne. Polecana jest w leczeniu krwiomoczu i zapalenia nerek. Zapobiega kamicy żółciowej i moczowej. Ma pozytywny wpływ na funkcjonowanie nerek, nadnerczy oraz śledziony.
Zawiera flawonoidy (polifenole), które hamują proces starzenia oraz wzmacniają odporność i pomagają zwalczać infekcje. Herbata ma właściwości antyutleniające, które obniżają ryzyko wielu nowotworów (układu moczowego i trawiennego, nowotworów skóry, płuc i sutka) oraz zaćmy. Ponadto chroni serce dzięki obniżeniu poziomu złego cholesterolu i zapobieganiu zwężania się naczyń krwionośnych. Dzięki tak wysokiej zawartości flawonoidów herbata ma wyższe właściwości antyrodnikowe niż większość warzyw i owoców!
Herbata zawiera fluor, który wzmacnia zęby i kości oraz zapobiega próchnicy. Badania dowiodły, że picie przez 6 lat jednej filiżanki herbaty dziennie zwiększa gęstość kości nawet o 5%.
Herbata z cytryną i miodem jest środkiem napotnym wskazanym w przeziębieniu.
Ponadto każda z odmian herbaty ma swoje specyficzne właściwości, dzięki czemu każdy może znaleźć herbatę odpowiednią dla swojego organizmu.
Negatywny wpływ herbaty
Negatywny wpływ herbaty na organizm łączony jest głównie z nadmiernym spożyciem teiny i jest podobny do efektów wywołanych przez nadmierne spożycie kawy. Według naukowców bezpieczną dawką jest 5 filiżanek herbaty dziennie.
Zbyt duża ilość teiny powoduje uczucie nerwowości i rozdrażnienia. Wypita przed snem może utrudniać zasypianie.
Herbata może wpłynąć na żółknięcie zębów.
54% osób ma gen, który spowalnia detoksykację teiny w wątrobie. W ich przypadku wypicie powyżej 4 filiżanek herbaty może zwiększać nawet o 133% ryzyko ataku serca.
Parzenie i podawanie herbaty
Najlepszy napar herbaciany powstaje przy użyciu miękkiej wody. Nie powinno się wybierać wody mineralnej. Najlepiej odfiltrować wodę z kranu lub pozostawić ją w ocienionym miejscu na 24 godziny.
Przed wsypaniem herbaty należy ogrzać czajniczek przelewając go wrzątkiem.
Wodę doprowadzamy do białego wrzenia czyli momentu, kiedy woda zaczyna mętnieć. Temperatura wody uzależniona jest od odmiany herbaty.
Ilość zaparzanej herbaty oraz długość parzenia uzależniona jest od jej odmiany oraz od naszych indywidualnych preferencji.
Na początku procesu zaparzania uaktywnia się teina. Dopiero po 4 minutach wydzielają się garbniki oraz polifenole, które neutralizują działanie teiny oraz pozytywnie wpływają na układ pokarmowy (choć nadają herbacie gorzkawy posmak).
Wiele gatunków herbat można parzyć kilkakrotnie.
Herbatę powinno przechowywać się w większych ilościach w szczelnie zamykanych puszkach.
Prowadzenie zdrowego stylu życia wyklucza spożywanie (poza wodą) napojów gazowanych i wód smakowych.
Prowadzone przez wiele lat badania udowodniły, że działanie napojów gazowanych na organizm człowieka jest jednoznacznie negatywne. W roku 2016 ludzkość wypiła ponad 190 miliardów litrów bezalkoholowych napojów gazowanych. Jest to ilość, której ustępują soki naturalne i mleko. Według danych ACNielsen Polsce od grudnia 2016 r. do stycznia 2017 r. sprzedaż napojów gazowanych wzrosła o ponad 23%, a soków, nektarów i napojów niegazowanych o 17% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Przeciętny Polak w ciągu roku spożywa 65 litrów napojówgazowanych oraz 21 litrów soków owocowych.
Napoje gazowane są mieszanką składającą się głównie z wody, dwutlenku węgla oraz dziesiątków naturalnych i sztucznych dodatków spożywczych, takich jak substancje smakowe, słodzące i konserwujące. Przeciętna puszka (0,33 ml) napoju gazowanego zawiera 150 kcal oraz 38 g dodanych środków słodzących. Substancje te prowadzą do próchnicy zębów. Natomiast kwaśne substancje zawarte w napojach powodują uszkadzania szkliwa zębów, co zostało udowodnione przez brytyjskich naukowców i opublikowane w The British Dental Journal. Według Petera Rock z Birmigham University napoje gazowane to główny czynnik uszkadzający szkliwo wśród nastolatków. Wystarczy raz dziennie pić napoje gazowane, aby ryzyko uszkodzeń szkliwa znacznie wzrosło. Cztery do pięciu szklanek dziennie podnosi szanse 12-latka na uszkodzenie szkliwa o 252%. Większa ich ilość potęguje ryzyko o 513%. Woda i mleko natomiast obniżają ryzyko uszkodzenia szkliwa.
Warto zwracać baczną uwagę na to, co pijemy na co dzień. Badania American Academy of Pediatrics wykazały, że 21% energii dostarczanej naszemu organizmowi pochodzi z napojów. Natomiast w 50% są one odpowiedzialne za nadmiar kalorii, jaki spożywamy. Stąd też napoje gazowane, są jedną z głównych przyczyn chorób cywilizacyjnych. Ponadto deregulują one gospodarkę żywieniową, co prowadzi do niedożywienia lub otyłości. Dotyczy to głównie młodych osób będących bardziej podatnymi na niedobory różnych składników mineralnych (np. wapnia) w diecie. Badania wykazały, że dzieci pijące słodzone cukrem napoje częściej są otyłe, a ryzyko otyłości rośnie o kolejne 60% z każdym dodatkowym spożyciem napoju.
Innym, w większości napojów gazowanych, składnikiem jest kofeina - występuje ona w 8 na 10 najpopularniejszych bezalkoholowych napojów gazowanych. Kofeina uzależnia fizjologicznie już przy dziennej dawce 100 mg. Jedna puszka coli to 41 mg kofeiny.
Warto wiedzieć, że wszystkie napoje gazowane, nawet te dietetyczne, zwiększają ryzyko chorób serca i cukrzycy. Naukowcy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Bostonie odkryli, że dorośli, którzy codziennie wypijają co najmniej jedną szklankę napoju gazowanego, niemal o połowę zwiększają swoje szanse na zachorowanie na zespół metaboliczny. Objawia się on m.in.: zwiększona ilością tłuszczu brzusznego, niskim poziomem dobrego cholesterolu oraz wysokim ciśnieniem krwi. Dr Ramachandran, który koordynował badania, stwierdza, że ryzyko wystąpienia chorób serca lub udaru podwaja się u osób z zespołem metabolicznym. Według niego istnieje też obawa, że osoby te zachorują na cukrzycę. Ponadto picie napojów gazowanych może przyczynić się do powstania wzdęć (dwutlenek węgla).
Pamiętajmy, że zdrowiu szkodzą nie tylko napoje gazowane z cukrem, ale także napoje dietetyczne (np. light). Co prawda dostarczają one mniejszej ilości kalorii z powodu wykluczeniu cukru. Nie oznacza to jednak, że napoje te całkowicie pozbawione są substancji słodzących. Wręcz przeciwnie. W przypadku najpopularniejszego napoju gazowanego coli i coli light używany jest karmel amoniakalno - siarczynowy, który w większych ilościach powodował u zwierząt doświadczalnychzmiany w obrazie krwi i skurcze mięśni. Zawarty w napojach kwas ortofosforowy (regulator kwasowości E338) wypłukuje z organizmu wapń, magnez i żelazo, a co za tym idzie przyczynić może się do osłabienia zębów i kości.
Ostatnie, trwające trzy lata, badanie 2500 ludzi nie starszych niż 60 lat dowiodło, że kobiety regularnie pijące colę (raz dziennie) miały o 4% mniejszą gęstość układu kostnego niż kobiety, które nie piją coli. Podobne wyniki otrzymano w przypadku coli light i były tłumaczone zawartością kofeiny. Mężczyźni, jak wykazały badania, byli na tą negatywną właściwość coli odporni.
Kolejne składniki obu typów napojów to benzoesan i cyklaminian sodu. Pierwsza substancja ma symbol E211 i wykorzystywana jest jako substancja konserwująca (uważana jest za najniebezpieczniejszy konserwant), druga natomiast wykorzystywana jest jako substancja słodząca i powinny się jej wystrzegać wszystkie osoby skłonne do alergii. We wszystkich napojach dietetycznych zawarty jest również aspartam, który uważany jest za najbardziej niebezpieczną substancją dodawaną do żywności.
Aspartam odpowiada za ponad 75% doniesień o niekorzystnych reakcjach na dodatki do żywności przekazywanych do FDA. Według US Department of Health and Human Services, aspartam może wywoływać 92 różne symptomy, m.in.: bóle i zawroty głowy, napady epilepsji, nudności, drętwienia, skurcze mięśni, przybieranie na wadze, wysypki, depresje, zmęczenie, drażliwość, częstoskurcz serca, bezsenność, problemy z widzeniem, utratę słuchu, palpitacje serca, trudności z oddychaniem, ataki niepokoju, niewyraźną wymowę, utratę smaku, szum w uszach, utratę pamięci i bóle stawów. Badacze i lekarze studiujący niekorzystne działanie aspartamu stwierdzili, że jego spożywanie może się przyczynić do wywołania lub pogorszenia stanu w następujących chorobach chronicznych: guz mózgu, stwardnienie rozsiane, epilepsja, chroniczny syndrom zmęczenia, choroba parkinsona, choroba alzheimera, opóźnienie umysłowe, chłoniak, wady wrodzone, fibromyalgia i cukrzyca. Należy unikać napojów gazowanych i innych produktów zawierających tę substancję!.
Reasumując, większość dodawanych do napojów gazowanych substancji jest opatrzona etykietą odradza się częste spożycie, jednak tak naprawdę te substancje powinny zostać wycofane z akceptowanych przez Ministerstwo Zdrowia dodatków spożywczych. Niestety względy ekonomiczne są widocznie istotniejsze od zdrowia.
Alternatywnie do napojów gazowanych polecam wodę bądź herbatę.
Próchnica jest spowodowana brakiem równowagi i niedoborem składników odżywczych wynikających ze spożywania nadmiernie przetworzonej żywności.
Wszyscy wiemy, że zdrowie zębów i dziąseł jest odbiciem stanu zdrowia całego organizmu. Ale czy wiemy, że próchnica spowodowana jest brakiem równowagi i niedoborem składników odżywczych wynikających ze spożywania nadmiernie przetworzonej żywności? Gdy w 1936 r. dr Price prowadził systematyczne badania odnośnie próchnicy, zauważył, że rdzenni Aborygeni nie mieli żadnych problemów dentystycznych. Jednak po przejściu na typową dietę współczesnego człowieka, 70% z nich zaczęło cierpieć na próchnicę.
Dr Price wyszczególnił wówczas 3 klasy związków, których brakuje nam we współczesnej diecie: *witaminy rozpuszczalne w tłuszczach typu A i D (brak ich w chudym mleku podczas gdy Aborygeni spożywają 10 razy więcej witaminy A niż przeciętny Amerykanin *sole mineralne (zwiększone zapotrzebowanie występuje przy spożyciu leków, kawy, narkotyków *enzymy czyli katalizatory reakcji chemicznych ułatwiające trawienie pokarmów (zostają zniszczone podczas gotowania).
Właśnie tych 3 grup składników brakuje w chudym, pasteryzowanym mleku. Podczas procesu pasteryzacji (ogrzaniu go do temperatury 100 °C w ciągu 1 minuty lub do 85 °C w ciągu 30 minut) giną wszystkie enzymy i większość witamin, a jony wapnia organicznego przechodzą w nieprzyswajalną nieorganiczną postać. Chude mleko jest całkowicie pozbawione witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, a to właśnie 2% dodatek tłuszczu jest warunkiem niezbędnym do wchłaniania wapnia w jelicie cienkim. Dobrą alternatywą może być mleko kozie, lub mleko niskolaktozowe o zawartości tłuszczu min 2%. Wiele osób także zapomina, iż do wchłaniania wapnia potrzebna jest obecność magnezu.
Niedobór magnezu powoduje zaburzenie 300 reakcji enzymatycznych oraz procesów wytwarzania energii.
Sztuczne słodziki mogą powodować m.in.: syndrom przewlekłego zmęczenia, epilepsję, chorobę Parkinsona, Alzheimera, depresje itp.
W 1965 roku chemik pracujący nad nowym lekiem na wrzody żołądka, przez przypadek odkrył sztuczny słodzik – aspartam (E951), substancję 200 razy słodszą od cukru. Trafił on na rynek dopiero po 16 latach. Najpierw był sztucznym słodzikiem, substytutem cukru, później pojawił się w napojach i środkach dietetycznych. W 1983 roku ujawniono, że aspartam zwiększa łaknienie na węglowodany co powoduje zwiększenie masy ciała. W 1991 r. zarejestrowano 167 działań niepożądanych, a w 1994 udokumentowano 88 toksycznych symptomów. Były to między innymi defekty noworodków, syndrom przewlekłego zmęczenia, epilepsja, Parkinson, Alzheimer, depresje...
Obecnie głównym dodatkiem polepszającym smak i zapach większości potraw, włączając w to produkty dla niemowląt jest glutaminian sodu (E621, MSG). Odkryto go w 1908 roku ale dopiero badania z 1950 roku ujawniły, że już jedna dawka glutaminianu powoduje u badanych szczurów uszkodzenia neuronów w wewnętrznej warstwie siatkówki, uszkodzenia podwzgórza oraz zaburzeń układu dokrewnego. Ponadto, tak jak sztuczny słodzik, powoduje wzrost masy ciała co kończy się chorobliwą otyłością. Zarówno aspartam jak i glutaminian sodu to dodatki spożywcze więc nie muszą być tak dokładnie przebadane jak leki.
Są obecne w dietetycznych napojach, gumach do żucia, mrożonkach, przyprawach i zupach w proszku. A nieświadomi klienci spożywają je każdego dnia. Dr Russel Blaylock uważa, że dodatki spożywcze takie jak aspartam, MSG, cysteina, kwas asparaginowy należą do substancji zwanych ekscytotoksynami. Są to toksyny stymulujące neurony aż do śmierci, powodując różnorakie uszkodzenia mózgu. Wszyscy powinniśmy wystrzegać się tych substancji, tym bardziej jeśli cierpimy na schorzenia neurologiczne lub nadwagę.
W przypadku MSG (glutaminian sodu) wystrzegaj się rożnych polepszaczy smaku, symbolu E621, hydrolizowanych białek roślinnych. Wybieraj producentów, którzy informują, że ich produkty są wolne od MSG. W celu zmniejszenia wchłaniania MSG możesz używać izoleucyny i lizyny, natomiast kurkumina, sylimaryna i ginko biloba blokują jego działanie. W przypadku aspartamu wystrzegaj się dietetycznych środków spożywczych, symbolu E951 i napisów ostrzegających, że dany produkt jest źródłem fenyloalaniny (składnik aspartamu) i nie może być spożywany przez chorych na fenyloketonurię.
Jakie są najbardziej wartościowe składniki w rybim mięsie? Jak zminimalizować ryzyko związane z metalami ciężkimi?
W zeszłym roku przeciętny Polak zjadał o połowę mniej ryb niż mieszkańcy innych krajów europejskich i kilkakrotnie mniej od światowych liderów - Japończyków (rocznie 65,8 kg na osobę) i Norwegów (46,3 kg). Czy jest jakiś związek między długowiecznością a rybami? Depresją a rybami? A demencją? Okazuje się, że tak. Poniżej kwintesencja tego, co warto wiedzieć o rybie. 11 powodów dla których warto jeść ryby:
*Wygładzają zmarszczki. I to nie tylko z powodu witaminy A i E, które pozytywnie wpływają na zdrowie skóry. To głównie dzięki kwasowi wielonienasyconemu omega-3, który ma właściwości wygładzające skórę.
*Zmniejszają ryzyko nowotworów. Dieta bogata w ryby jest zalecana przede wszystkim osobom, które zagrożone są nowotworami. Według badań kwasy omega-3 powstrzymują rozwój komórek nowotworowych m.in. prostaty, piersi, jelita grubego i płuc. Ponadto wzmacniają układ odpornościowy. Badania dr Teresy Norat z International Agency for Research on Cancer w Lyonie wykazały, że u osób spożywających najwięcej ryb ryzyko zachorowania na raka jelita grubego jest o 31% mniejsze niż u tych, którzy unikają rybiego mięsa. Dane WHO wykazują, że wzrost spożycia ryb zmniejsza odsetek umieralności z powodu raka płuc u mężczyzn o 8,4%. Zawarte w rybach witaminy A, D i E zapobiegają natomiast tworzeniu się, szkodliwych w nadmiarze, wolnych rodników tlenu, odpowiadających m.in. za obniżenie sprawności układu immunologicznego i uszkodzenie tkanki nerwowej.
*Wspomagają rozwój płodu i dziecka. Badania prowadzone przez dra Erica Rimma z Harvard University dowiodły, że kwasy tłuszczowe, które w okresie ciąży przenikają z pokarmu matki do organizmu płodu lub podczas laktacji przedostają się do matczynego mleka, korzystnie wpływają na rozwijający się mózg dziecka. Badania opublikowane w piśmie "Lancet" wykazały, że dzieci matek spożywających w czasie ciąży mniej niż 340 g ryb tygodniowo częściej trafiały do grupy uczniów o najmniejszych zdolnościach werbalnych niż dzieci kobiet, które jadły więcej ryb. Dzieci matek nie lubiących rybiego mięsa jako trzylatki częściej sprawiały problemy, miały więcej trudności w komunikowaniu się z rówieśnikami, a w wieku 7-8 lat obserwowano u nich zaburzenia zachowania. Do podobnych wniosków doszli badacze z Bristol University i National Institutes of Health. Wykazali oni, że dzieci kobiet często odżywiających się rybami w czasie ciąży i laktacji miały lepszą koordynację ręka - oko oraz wyższy iloraz inteligencji.
*Wpływają pozytywnie na wzrok. Kwasy omega-3 korzystnie wpływają na siatkówkę oka i zapobiegają chorobom oczu. Kwasy omega-3 odgrywają ważną rolę jako składnik budowy błon komórkowych (szczególnie w układzie nerwowym oka). W związku z tym, że nasz organizm nie potrafi sam wyprodukować tego kwasu, bardzo istotne jest jedzenie ryb.
*Są źródłem łatwoprzyswajalnego białka. Białka zawarte w rybach zawierają cały szereg aminokwasów egzogennych i mają bardzo wysoką wartość odżywczą. Ponadto posiadają one niewielką ilość tkanki łącznej, co dodatkowo podwyższa strawność i przyswajalność białka w organizmie, która wynosi 97%. Dla porównania przyswajalność białka pochodzącego z mięsa wynosi 70-80%.
*Poprawiają zdolności umysłowe i poprawiają pamięć. Najnowsze badania Harvard School of Public Health przeprowadzone wśród dzieci w wieku szkolnym wykazały, że uczniowie, których dietę wzbogacano suplementami kwasów omega-3, w ciągu trzech miesięcy osiągnęły tak duży postęp w nauce jak ich rówieśnicy w ciągu trzech lat. Uczniom znacznie poprawiła się pamięć i koncentracja. Badania wykazały, że dieta obfita w ryby zwiększa ilość substancji szarej w korze mózgu.
*Mają właściwości przeciwzapalne. Ryby zmniejszają ryzyko wielu chorób, m.in. miażdżycy, arytmii serca, udaru mózgu i schorzeń reumatologicznych. Działają pozytywnie na układ krwionośny, obniżają ciśnienie krwi i poziom złego cholesterolu (a podwyższają stężenie dobrego cholesterolu) oraz znacznie zmniejszają ryzyko powstawania zakrzepów żylnych. Powodem są wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3. Dzięki omega-3 organizm człowieka wytwarza lipidy o silnym działaniu przeciwzapalnym (tzw. resolwiny). Ponadto tłuszcze zawarte w rybie są bardzo dobrze przyswajalne przez organizm. Z badań specjalistów z Harvardu wynika, że spożywanie 85 g łososia lub 170 g makreli tygodniowo zmniejsza ryzyko śmierci z powodu chorób serca o 36% i może przedłużyć życie o 17%. Najzdrowszymi rybami są ryby tłuste.
*Działają antydepresyjnie. Co najmniej w trzech badaniach przeprowadzonych w USA, Wielkiej Brytanii i Izraelu stwierdzono, że zwiększenie spożycia kwasów tłuszczowych omega-3 zawartych wyłącznie w rybie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie ludzkiego mózgu i stan emocjonalny. To może tłumaczyć dlaczego Japończycy i Finowie, którzy codziennie jedzą ryby, najrzadziej cierpią na depresję. W badaniu brytyjskich uczonych przedstawiono dane, według których u 88% pacjentów z zaburzeniami emocjonalnymi zaobserwowano radykalne zmniejszenie wahań nastroju, liczby ataków paniki i depresji po wyłączeniu z diety cukrów, kofeiny, alkoholu, tłuszczów nasyconych i po jednoczesnym zwiększeniu spożycia owoców, warzyw zielonych, a przede wszystkich tłustych ryb.
*Zapobiegają anemii i wspomagają prawidłowy rozwój. Są bogate w witaminy i składniki mineralne. Są to głównie witaminy A i D (duże ilości występują w śledziu, sardynce, węgorzu, łososiu i makreli), witamin rozpuszczalnych w wodzie - B1, B2, B6, B12 oraz PP, żelazo (głównie w śledziu i sardynce) oraz fosforu, selenu, magnezu, wapnia i jodu, potrzebnego m.in. do prawidłowej pracy tarczycy.
*Zmniejszają ryzyko i łagodzą skutki astmy. To takich wniosków doszli naukowcy z Cambridge University oraz niezależnie naukowcy z Harvard University. Badaniem objęci byli 2112 uczących się 18-latków z USA i Kanady. Okazało się, że młodzież, której dieta była uboga w kwasy omega–3 miała mniej wydolne płuca i była bardziej narażona na występowanie przewlekłego zapalenia oskrzeli i astmy.
*Zapobiegają starczej demencji. Francuscy naukowcy z uniwersytetu w Bordeaux przebadali 1674 osoby, które ukończyły 68 lat. Okazało się, że demencja starcza znacznie rzadziej występowała u osób, których dieta zawierała ryby i owoce morza, niż u pozostałych uczestników eksperymentu. Nie wykazano natomiast, by spożycie mięsa miało wpływ na stan umysłu badanych.
ALE...
Wiemy już, że ryby są niezwykle zdrowe. W ich mięsie jest dużo białka oraz wpływające bardzo pozytywnie na organizm kwasy tłuszczowe z grupy omega-3. Jedynym ALE są dioksyny, w tym metylortęć, zgromadzone w tkankach ryb. A to wszystko za sprawą zanieczyszczenia wody i atmosfery. Degradacja środowiska sprawia, że praktycznie wszystko to, co jemy jest w mniejszym bądź większym stopniu skażone. Co gorsza nie jesteśmy w pełni świadomi czego się wystrzegać.
Według ekspertów z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego oraz Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą kwas tłuszczowy omega-3 powinien być stałym składnikiem diety mam. Ciężarne kobiety powinny zadbać o to, aby w ich diecie znalazło się odpowiednio dużo ryb, najlepiej morskich. Są one niezbędne dla rozwoju dziecka już w życiu płodowym i we wczesnym niemowlęctwie. Z tą opinią zgadzają się eksperci z Państwowego Instytutu Weterynarii, którzy uważają, że ryzyko zatrucia dioksynami pochodzącymi od ryb spożywanych przez Polaków tłustych ryb jest znikoma i że także kobiety w ciąży mogą po nie sięgać bez obaw.
Ograniczenia w spożyciu ryby wprowadziła jednak Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków ([[FDA]]), która oceniła, że kobiety w wieku rozrodczym oraz dzieci mogą zjeść bez obaw 340 g mięsa różnych ryb tygodniowo. EPA, badająca ryby słodkowodne, zaleca z kolei, by młode kobiety nie jadły tygodniowo więcej niż 170 g rybiego mięsa, dzieciom natomiast nie należy podawać go więcej niż 57 g. Natomiast dr Mike Knapton z British Heart Foundation uważa, że dorosłe osoby, poza kobietami w ciąży i karmiącymi, powinny jadać dania z ryb nie dwa razy w tygodniu, jak dotychczas zalecali lekarze, ale nawet codziennie.
Czy korzyści ze spożywania rybiego tłuszczu przeważają nad ryzykiem szkodliwego oddziaływania dioksyn? W Polsce obowiązują przepisy Unii Europejskiej mówiące o maksymalnym poziomie dioksyn, wyrażone jako pg/g ([[pikogram]] dioksyn na jeden gram żywej wagi ryby) świeżej tkanki, która wynosi w całej Unii Europejskiej 4 pg/g. Natomiast ustalony przez Naukowy Komitet ds. Żywności UE norma TDI (Tolerable Daily Intake - tolerowane pobranie dzienne) wynosi 10 pg/kg, a TWI (Tolerable Weekly Intake - tolerowane pobranie tygodniowe) wynosi 14 pg/kg masy ciała, a w przypadku PTMI (Provisional Tolerable Monthly Intake - tymczasowe tolerowane pobranie miesięczne) ustalona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) równej 70 pg/kg masy ciała.
Dioksyny nie występują wyłącznie w rybach. Globalne zanieczyszczenie środowiska dioksynami i innymi związkami chloroorganicznymi, sprawia, że obecność tych substancji w żywności, zwłaszcza pochodzenia zwierzęcego, jest nieunikniona. Według danych Departamentu Zdrowia USA, w przypadku populacji generalnej USA, procentowy udział dioksyn dostających się do organizmu człowieka wraz z rybami i olejami rybnymi wynosi 6,6%, a w mleku i jego przetworach - 35%, natomiast w mięsie i jego przetworach - ponad 50%. Jakie ryby warto jeść?
Reasumując, warto jeść ryby, zdecydowanie bardziej niż np. mięso. Aby zniwelować ryzyko dostania się dioksyn do naszego organizmu warto wybierać te najlepsze - tłuste o małych rozmiarach lub ryby chude morskie. Do nich zaliczyć można: szczupaka, łososia, pstrąga słodkowodnego, flądrę, suma, solę, dorsza oraz krewetki i ostrygi. Zawierają one mniej dioksyn niż ryby większe (stare) i hodowlane, które karmione są paszami zawierające już dioksyny.
Odradzane jest natomiast spożywanie makreli, tuńczyka, miecznika, rekina i krabów oraz generalnie ryb bałtyckich i słodkowodnych. Ryby te mogą bowiem zawierać dużo większe ilości dioksyn. Dioksyny te wpływają również negatywnie na płodność mężczyzn. Dowodzą tego badania naukowców ze szwedzkich uniwersytetów w Lund i Goeteborgu oraz w duńskim Arhus, których pracą kierowała doc. Yvonne Lundberg Giwercman z Malmoe. Jak wynika z badań, którymi objęto 680 mężczyzn z Polski, Szwecji, Ukrainy i Grenlandii, pod wpływem tych związków zawartych w tłuszczu rybim u co piątego mężczyzny może dojść do zmniejszenia produkcji plemników nawet o 40%. Kilka słów o najpopularniejszych w Polsce rybach:
Dorsz – zawiera niewiele kwasów tłuszczowych (0,2 g na 100 g ryby). Jest jednak bogatym źródłem białka, selenu i witaminy B12. Zawiera wiele witamin A, B1, B2 i PP. Ponadto jest doskonałym źródłem jodu regulującego działanie tarczycy - 100 mg na 100 g ryby to prawie cała dzienna dawka pierwiastka potrzebna dorosłemu człowiekowi. Jedna z najmniej kalorycznych ryb. Długość dorosłego osobnika dochodzi do 130 cm. Niestety, rybie grozi wyginięcie. Nadaje się do gotowania, smażenia i grillowania, duszenia w warzywach, a wędzona do past i sałatek.
Łosoś – jedna z najbardziej tłustych ryb, zawierająca aż 3,48 g (na 100 g ryby) wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. To ponad trzydziestokrotnie więcej niż dorsz. Dodatkowo znajdziemy w niej wiele witamin A, B, D i E, jodu i potasu. W łososiach hodowlanych karmionych paszą stężenie toksycznych związków chloroorganicznych może być wyższe niż u łososi wolno żyjących, których pokarm jest urozmaicony. Idealna do smażenia, grillowania, do zupy rybnej, nadaje się też na sosy i nadzienia. Makrela - tłusta ryba, zawiera bardzo dużo kwasów omega-3 (3,5 g w 100 g makreli). Jest bardzo dobrym źródłem selenu, pierwiastka odpowiedzialnego za m.in. naszą odporność. Makrela atlantycka dochodzi do 50 cm. Smaży się ją i grilluje, świetnie smakuje wędzona jako dodatek do pieczywa. Panga (pangasius hypophthalmus) - ryba słodkowodna, importowana do Polski głównie z wietnamskich hodowli, choć zdarzają się pangi odławiane z rzeki Mekong lub Chao Phraya. Ponieważ jest dokarmiana paszą z rybiego tłuszczu, w którym gromadzą się toksyny, może zawierać wyższe od dopuszczalnego stężenie dioksyn. Ponadto, w przypadku wietnamskich hodowli ryby faszerowane są antybiotykami, tak aby przeżyły w brudnej wodzie. Obecnie odradza się ich spożywanie. Sola – delikatna, lekkostrawna i bardzo popularna w Polsce ryba. W kuchni francuskiej uznawana jest za najwykwintniejszą rybę morską. Dorasta do 70 cm długości i maksymalnie 3 kg wagi. Świetnie nadaje się do gotowania, duszenia lub smażenia (najzdrowiej na oleju z oliwek).
Śledź – tłusta ryba, bogata w wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 (2 g na 100 g ryby. Ponadto śledź to bogactwo witaminy E, D (ponad 10 razy więcej niż mleko), B2, B6, wapń i fosfor. To także cenne źródło potasu, selenu i żelaza. Ryba nadaje się do świetnie do smażenia, grillowania, choć najczęściej jemy ją marynowaną pod postacią sałatki śledziowej. Tuńczyk – tłusta ryba, długość do 3 m, waga do 500 kg. Może zawierać wyższy poziom dioksyn z uwagi na rozmiary i długość życia. Zawiera 0,83 g kwasów omega-3, jest szczególnie bogata w witaminę PP. W Japonii często spożywany na surowo w postaci sushi. świetna do pieczenia na ruszcie.
Herbata zachwyca nas smakiem i aromatem od tysiącleci. Jaka jest jej historia?
Stolicą herbaty są Chiny. Niezwykły smak tego napoju sprawił, że bardzo szybko stała się popularna na wszystkich kontynentach. Wiążą się z nią różne legendy i zwyczaje, które pozostały do dziś w nazwach jej odmian lub tradycyjnych rytuałach.
Azja
Chińczycy jako pierwsi już prawie 5 tysięcy lat temu zaczęli rozkoszować się smakiem herbaty. Pierwsze pisemne wzmianki na ten temat pochodzą jednak z VIII wieku przed naszą erą. Pierwsze uprawy powstały w III wieku naszej ery. Wkrótce w Chinach zaczął wytwarzać się kult herbaty, opisany przez chińskiego poetę Lu Wu w VIII wieku w "Świętej księdze herbaty", która stanowiła swoisty kodeks herbaty.
W Chinach wkrótce rozwinęły się różne szkoły picia herbaty, które przyporządkować można do panujących dynastii: T'ang, Sung i Ming. Zanim jednak duch taoizmu, buddyzmu i konfucjanizmu natchnęły rytuał picia herbaty, przyrządzana była ona w zupełnie inny sposób. Liście herbaty gotowano, następnie tłuczono i formowano w kulkę, którą gotowano z ryżem, imbirem, solą, skórkami pomarańczy, korzeniami, mlekiem oraz cebulą. Ten zwyczaj do dziś przetrwał w Tybecie oraz w niektórych plemionach mongolskich, a plasterek cytryny dodawany początkowo w Rosji do herbaty jest właśnie echem tamtego sposobu przyrządzania herbaty.
Za czasów dynastii T'ang wykształcił się już ceremoniał picia herbaty. Z dawnej metody pozostała już tylko sól. Bryłkę herbaty przypiekano na palenisku, a następnie rozdrabniano na proszek. Do gotującej się wody stopniowo dodawano sól, a następnie herbatę. Na koniec dolewano trochę zimnej wody.
Za panowania dynastii Sung, proszek herbaciany zaczęto ubijać bambusową trzepaczką. Usunięto sól. Powstawały traktaty o rodzajach herbaty, a koneserzy prześcigali się w znajdowaniu coraz lepszych odmian.
Nagły najazd plemion mongolskich w XIII wieku zrujnował kraj i zniszczył kulturę picia herbaty. Dynastia Ming, próbując odbudować kraj, napotykała na wiele trudności. Proszkowana herbata odeszła w niepamięć. Zaczęto parzyć liście w miseczkach. Wówczas zachodni świat poznał herbatę, choć długo nie mógł dowiedzieć się o poprzednich metodach jej przyrządzania.
Chińczycy długo strzegli swojego herbacianego sekretu i dopiero na początku IX wieku jeden z mnichów przewiózł pierwsze nasiona do Japonii. Cesarz Saga rozkazał wówczas uprawiać herbatę w japońskich prowincjach. Dzięki spokojniejszemu nurtowi historii, który oszczędził Japonii barbarzyńskich napadów, kunszt picia herbaty mógł rozwijać się bez przeszkód i wkrótce wytworzyła się ceremonia Picia Herbaty zwana Cha-no-yu czyli Drogą Herbaty. W XV wieku zaczęto mówić o herbatyzmie, który był czymś więcej niż tylko estetyzmem i umiłowaniem sztuki.
Japońska Ceremonia Picia Herbaty uwzględnia wiele drobiazgów, które składają się na jej urok. W pięknych ogrodach wznosi się lekkie konstrukcyjnie pawilony herbaciane, które w pierwszych źródłach zwano "siedzibami wyobraźni". Ich aranżacja cechuje się puryzmem i asymetrycznością. Wejście do pawilonu nie jest z reguły wyższe niż 90cm, co symbolizuje równość i pokorę uczestników, którzy muszą pochylić się nisko, aby wejść do środka. Gospodarz przygotowuje herbatę sproszkowaną, ubijając ją bambusową trzepaczką, następnie podaje kolejno gościom, którzy piją z tego samego naczynia.
W Tybecie i Mongolii do herbaty dodaje się masło. W niektórych plemionach kultywuje się zwyczaj zaparzania herbaty wraz z ryżem i przyprawami.
Europa
Do Europy herbata przywędrowała w XVII wieku za sprawą Holenderskich kupców, którzy następnie sprzedawali ją do Włoch, Francji, Niemiec i Portugalii.
Anglia cieszy się swoją popołudniową herbatą dzięki Karolowi II, który ożenił się z portugalską księżniczką Katarzyną Braganzą - wielką wielbicielką herbaty. Przywiozła w posagu skrzynię herbaty. Ze względu na wysoką cenę, herbata pozostawała długo napojem arystokracji, a skrzyneczki, w której ją przechowywano, zamykano na klucz w obawie przed zachłanną służbą.
Anglicy dzień zaczynają od porannej filiżanki herbaty z mlekiem (morning tea). W trakcie dziennych zmagań robią sobie przerwę na słynne five o'clock (afternoon tea), a wieczorem odprężają się przy "high tea".
Zwyczaj słodzenia herbaty upowszechnił się w Europie za sprawą Brytyjczyków końcem XVII wieku.
W Irlandii i Szkocji do herbaty dolewa się śmietanki.
W Szkocji wróżono z fusów po porannej herbacie. W liściach doszukiwano się symbolu podróży (kotwica), zdrady (kot) oraz powodzenia (drzewo).
Rosjanie otrzymali herbatę na ręce cara Michała I Romanowa w 1618 roku od cesarza Chin. Pod koniec XVII stulecia handel między Rosją a Chinami był już regularny i uwzględniał m.in. wymianę rosyjskich futer na chińską herbatę. Transport towarów karawanami trwał nawet do 1,5 roku, co przekładało się na wysoką cenę herbaty. Po otwarciu kolei transsyberyjskiej w 1903 roku herbata upowszechniła się a jej ceny spadły.
Zwyczaj picia herbaty w szklankach narodził się w Rosji. Rosjanie zamiast słodzić herbatę, biorą do ust kostkę cukru. Od XVIII wieku w Rosji zaczęto wykorzystywać samowary do zaparzania herbaty.
W Polsce herbata pojawiła się w XVII, choć jej upowszechnienie zawdzięczamy wymianie handlowej z Anglią w XVIII wieku. Wówczas ceny herbaty były jeszcze wysokie i przywilejem jej picia cieszył się tylko królewski dwór oraz bogata szlachta i mieszczanie. W XIX wieku wojska rosyjskie sprowadziły do Polski samowary, co przyczyniło się do wzrostu popularności herbaty.
Ameryka Północna
W ostatnim stuleciu gwałtownie wzrosło spożycie herbaty w Stanach Zjednoczonych. Pociągnęło to za sobą pojawienie się na rynku herbat wysokogatunkowych, a także innowacyjne pomysły, jak np. mrożoną herbatę (1904r. w upalny dzień jeden z kupców na targach chciał koniecznie zainteresować klientów swoimi herbatami i zaserwował je z lodem).
Stany Zjednoczone zawdzięczają swoje wyzwolenie spod panowania kolonizatorów właśnie herbacie! Bunt w bostońskim porcie wybuchł wówczas, gdy na herbatę przywożoną do kolonii w Ameryce Północnej podniesiono podatek. Ameryka Południowa
W krajach Ameryki Południowej herbata azjatycka nie jest tak popularna jak Yerba Mate czyli napar przyrządzany z innej rośliny uznawanej za tutejszą herbatę.
Afryka
Ze względu na trudne warunki uprawy herbata pochodząca z afrykańskich plantacji jest gorszej jakości i wykorzystuje się ją przede wszystkim do uzupełniania mieszanek. Mimo to cieszy się dużą popularnością m.in. w Kenii, gdzie jest pita do każdego śniadania a także podczas przerwy w pracy. Pije się ją na gorącym mleku rozcieńczonym wodą.
Afrykańczycy odnaleźli roślinę, która naturalnie rośnie w ich klimacie i stanowi świetny odpowiednik oryginalnej herbaty. Mowa tu o czerwonokrzewie, z którego naparu powstaje napój Rooibos. Australia
Hodowcy owiec w Australii gotują pokrojony w kostkę bekon w herbacie w puszkach po konserwach mięsnych. Następnie bekon zjadają, a herbatę wypijają.