*1kg białego sera zemleć przez maszynkę. *2 kostki masła 500g utrzeć z 1/2 szklanki cukru(100g) na pulchną masę i stale mieszając, dodawać po jednym z 25 żółtek (500g). *Nadal stopniowo ucierając, dodawać małymi porcjami zmielony ser, a na końcu, 3 łyżki mąki ziemniaczanej (50g). *100g migdałów oraz 50 g rodzynek sparzyć wrzątkiem.
*Rodzynki odsączyć, a migdały i aromat rumowy, wymieszać.
*20 białek (500g) ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z masą serową.
Podłoże formy posmarować odrobiną masła, posypać bułką tartą i nałożyć masę.
Piec 45-60 minut w gorącym piekarniku.Pozostawić go do ostygnięcia w wyłączonym piekarniku, aby wchłoną całe masło wydzielone w czasie pieczenia. Waga gotowej potrawy 2,6 kg
Nie zwracamy uwagi na to co jemy – czyli będziemy wkrótce wyrośniętymi długowiecznymi tłuściochami?
Niekoniecznie. Francuzi obliczyli, że obecnie rodzące się dzieci będą pierwszym pokoleniem, żyjącym krócej niż ich rodzice.
Do tej pory ciągle żyliśmy dłużej niż przodkowie... Jeżeli dzisiejszy styl życia nie zostanie zmieniony, już wkrótce przestanie mieć pozytywne skutki, a zacznie – groźne.
Będzie nam skracać życie, bo otyłość ma wyłącznie negatywne skutki. To nie tylko zaburzenia metaboliczne ale i mechaniczne – osoby z nadwagą właściwie mają zniszczone powierzchnie stawowe. Otyli częściej ulegają wypadkom, trudno ich znieczulić i operować, chorują na nadciśnienie tętnicze, miażdżycę, trudno leczyć ich schorzenia narządów ruchu. Ba, są niebezpieczni dla innych, bo często mają bezdech senny. Jeśli usną w domu czy szpitalnym gabinecie, nic się pewnie nie stanie, ale gdy sen złapie ich za kierownicą samochodu?
Na krótką metę możemy poszerzać fotele w samolotach i kinach, zwiększać udźwig wind, ale będą to tylko ułatwienia dla otyłych. Ze szkodą dla wszystkich, bo zamiast optymistycznych wizji przedłużenia życia w dobrym zdrowiu, będzie nam raczej grozić rasa wysokich, otyłych, krótko żyjących osobników z krzywymi kręgosłupami, zniszczonymi stawami, z nadciśnieniem i cukrzycą... Niezdolnych do pracy.
Walczmy z otyłością dzieci, bo kto nas utrzyma?!!! CIEKAWOSTKI
Wskaźnik masy ciała (BMI) BMI = waga (w kg) / wzrost (w metrach) do kwadratu Przykład: wzrost 1,75 m i waga 70 kg. 1,75 x 1,75 = 3,1. BMI = 70 : 3,1 = 22,6 wzrost 1,75 m i waga 120 kg. 1,75 x 1,75 = 3,1. BMI = 120 : 3,1 = 38,7 Wartości BMI (kg/m2) : niedowaga - < 20,0 norma - 20,0- 24.9 nadwaga - 25,0 - 29,9 otyłość - 30,0 - 39,9 otyłość olbrzymia - > 40,0
W Polsce posiadaczy BMI powyżej 40 kg/m2 jest (zależnie od szacunków) 0,3 – 0,6 proc.; w USA – ponad 2 proc. Jeśli nie działają żadne perswazje i pacjent z nadwagą 30 kg za nic nie chce schudnąć,to mam taką propozycję : niech pan (pani) kupi 30 kg słoniny i położy przed sobą na stole. Taką masę niepotrzebnie pani dźwiga i zmusza serce, żeby zaopatrywało ją w krew... Jeść należy tyle, żeby suma kalorii była równa lub mniejsza temu, co musimy wykorzystać. Inaczej się nie da, bo prawo zachowania energii nie kłamie: nic w przyrodzie nie ginie. Zjemy więcej niż spalimy, to nadwyżka zostanie. W nas.
Według danych komisji poborowych, średni wzrost Polaków wynosił: Królestwo Polskie (r. 1815) – 164 cm Pomorze i Kujawy (r.1880) - 165 cm Polska (r. 2001) - 177,4 cm Amerykanie i Szwedzi już „statystycznie nie rosną"...
Lekarzy zajmujących się otyłością bardzo niepokoi fakt, że coraz więcej grubasów spotykamy wśród dzieci i młodzieży.
To nie tylko problem natury psychologicznej, powodujący, że te osoby wstydzą się i zamykają, stają się mniej aktywne, nie chcą chodzić na basen, spotykać się z kolegami. Dochodzi stres – i tyją jeszcze bardziej. Bardzo niepokojący jest też wyraźny wzrost występowania cukrzycy typu II, o której jeszcze 10-15 lat temu mówiło się, że to jest cukrzyca typu dorosłych. Zwiększa się odsetek cierpiących na nadciśnienie, notujemy wysoki poziom cholesterolu – to wszystko powoduje, że dzisiejsze dzieci przedwcześnie rozwiną miażdżycę...
A dlaczego? U dzieci i młodzieży pierwsze skrzypce gra ta sama przyczyna, co w całej populacji: zbyt mała aktywność fizyczna. Rodzice wożą je do szkoły, bo się boją o bezpieczeństwo po drodze, zwalniają z zajęć w-f... Szczególnie groźna jest przyczyna trzecia, całkiem nowa – nieprawdopodobna ilość słodkich napojów wypijanych przez najmłodszych.
Jeżeli dziewczyna/chłopak wypije dwie butelki dziennie - co w lecie jest bardzo prawdopodobne – to pochłonie 2 x 450 kcal. A co dalej? Przecież będą jeszcze chipsy. lody, obiad, kolacja... Dostęp do wysokokalorycznej żywności i zwyczaj picia w nadmiarze napojów słodzonych cukrem plus mała aktywność – oto przyczyna epidemii otyłości. No i jeszcze przestajemy się wstydzić. Coś powszechnego staje się normą.
Ale ideałem jest szkielet, daleki od obrazów Rubensa: anorektyczne modelki, misski, kobiety prawie dwumetrowe i ważące 40 kg. Społeczne rozdwojenie jaźni... Wzorce urody ustanawia moda. Badano wygląd miss Szwecji w ciągu ostatnich 40 lat. Aktualne misski są dużo wyższe i duże chudsze. To powoduje, że wiele dziewczyn dążąc do ideału wpada w anoreksję, przestaje miesiączkować... Dla mody psują sobie zdrowie.
A pozostali psują sobie zdrowie z odwrotnego powodu - nadmiaru kalorii i braku ruchu. Bo czynnik genetyczny nie zmieni się w ciągu 10 czy 20 lat, na stan obecny sami ciężko pracujemy. Żeby schudnąć, trzeba mieć deficyt energetyczny w wysokości 500-1000 kcal dziennie. Ale dieta musi być zgodna z piramidą pokarmową i normami żywienia, czyli zawierać odpowiednią ilość potasu, żelaza, białka itd.
Wtedy mamy gwarancję, że dostarczy wszystkie składniki odżywcze, nie spowolni przemiany materii i nie spowoduje wypadania włosów, łamania się paznokci, zaparć i brzydkiej, szorstkiej skóry.
Jeśli jest się grubym jedząc mało, czyli wygląd nie jest adekwatny do ilości przyjmowanej energii, trzeba sprawdzić i zastanowić się jakie są przyczyny otyłości: może wynikać ona z niedoczynności tarczycy, zaburzeń funkcji nadnerczy, ośrodka głodu i sytości w podwzgórzu... Jeśli nie ma żadnej organicznej (chorobowej) przyczyny, każdy, komu zadamy deficyt energetyczny - czyli będzie jadł mniej niż wynosi jego zapotrzebowanie energetyczne - schudnie w mniejszym lub większym stopniu. Ale ubytek wagi jest sprawą indywidualną – na tej samej diecie ktoś schudnie 0,5 kg tygodniowo, kto inny – dwa razy więcej. Ale do diety zawsze dodajemy aktywność ruchową, bo bez niej będziemy tracić tłuszcz ale i beztłuszczową masę ciała, co powoduje, że zwalnia się spoczynkowa przemiana materii i stajemy się narażeni na efekt jo-jo.
Komórka tłuszczowa zbudowana jest w ten sposób, że 30 procent stanowi tzw. zrąb łącznotkankowy, a 70 – czysty tłuszcz, czyli trójglicerydy. Trójglicerydy ulegają lipolizie, powstają kwasy tłuszczowe dostarczane do wątroby i tam rozkładane i wydalane. To jest to, czego możemy się pozbyć, natomiast zrąb zawsze zostaje. Dlatego u osoby, która bardzo schudnie, można wyczuć pod skórą grudki - właśnie ową pozostałą tkankę komórek tłuszczowych.
Teoria mówi, że ci, którzy mają dużo małych komórek (czyli również zrębu łączno- tkankowego) powinni chudnąć gorzej niż posiadacze dużych komórek tłuszczowych. W badaniach dr Magdaleny Białkowskiej okazało się, że pacjenci z obu grup schudli tak samo, choć rzeczywiście grupa z większymi komórkami lepiej utrzymywała efekty kuracji. Z badania można wyciągnąć jeszcze jeden ważny wniosek, bardzo optymistyczny dla wszystkich, dla których walka z otyłością to walka o optymalną masę ciała, a mianowicie wyłącznie samotne młode kobiety osiągnęły rezultaty.
Co dowodzi, że wysoka motywacja – w tym przypadku chęć znalezienia partnera – jest ważniejsza niż rodzaj posiadanych komórek...
Mogłoby tak być, gdyby nie wskaźnik, stale rosnący (zwłaszcza w ciągu ostatnich 25 lat). Ten powodów do radości daje mało, a nawet może nam, ludziom, poważnie zaszkodzić. To średnia waga.
Wszystkie obserwacje wskazują, że wyższy wzrost i dłuższy czas życia wynikają ze zdobyczy cywilizacyjnych – opieki lekarskiej, zwalczania chorób, poprawy higieny i dostępności bardziej kalorycznego jedzenia. Zapewne zbyt łatwej dostępności...
W Ameryce Północnej trwa aktualny i naturalny eksperyment - żyją tam plemiona Indian Pima, grupa ludzi z udowodnioną genetyczną skłonnością do otyłości, z niską przemianą materii, w wyniku czego potrzebują do funkcjonowania mniejszej ilości kalorii. Mają poza tym szereg genetycznie uwarunkowanych zaburzeń, które powodują, że są skłonni do otyłości i cukrzycy typu II.
Ci, którzy żyją w Meksyku zgodnie z dawnym, prymitywnym stylem życia (duża aktywność, mało tłuszczu zwierzęcego w diecie bazującej na warzywach i owocach) mimo swoich genów są szczupli i nie mają cukrzycy. Ich kuzyni, emigranci do Arizony, którzy przyjęli amerykański tryb życia, otyli są wszyscy, łącznie z dziećmi, a w połowie cierpią na cukrzycę. To bywa argumentem dla tych, którzy mówią: „ja nie ma szans schudnąć, bo przecież mam skłonność genetyczną." Ależ masz szanse...
Grubas, którego z łóżka może ruszyć tylko dźwig, ogląda w telewizji wysokie wychudzone dziewczyny rywalizujące o tytuł miss...
W gazetach i kolorowych magazynach zero puszystych, a po ulicach snują się stukilowe potwory... Schizofrenia ludzkości ?
A może po prostu wraz z rozwojem cywilizacji musimy rosnąć wzdłuż i wszerz, z natury rzeczy przyjmując za ideał urody coś rzadkiego i nieosiągalnego?
Cóż, w istocie człowiek w wieku XVIII był średnio mniej więcej o 20 cm niższy - od tego czasu każde kolejne pokolenie dodaje 3 proc. wzrostu do poprzedniego. Czasem nie trzeba aż przemijania generacji, żeby z łatwością zaobserwować ten przyrost – w latach 60. przeciętny Japończyk mierzył 160 cm, a na początku XXI wieku już 172 cm.
Ale w niedalekiej Korei Północnej (KRLD), gdzie daleko do dobrobytu i zachodniego stylu życia, średni wzrost mieszkańca zmienił się niewiele i jest o 6-7 cm mniejszy niż sąsiadów z Południa. Uczciwie trzeba też przyznać, że za najwyższy lud na świecie uchodzi plemię Watussi z Afryki Środkowej (średnia dla panów – ponad 183 cm), raczej odległej od zdobyczy zachodniej cywilizacji...
Cieszą się fani koszykówki, ale lekarze już mniej. „Młodzież obecnie rośnie szybciej niż jeszcze dwa pokolenia temu. Nie jest to zjawisko naturalne. Śmiało można powiedzieć, że nastolatki rosną teraz szybko i niestarannie. Bo jak może zbudować zdrowy kościec ktoś, kto w czasie lata potrafi wystrzelić w górę nawet o 15 cm, a w modnym młodzieżowym jedzeniu wapnia jak na lekarstwo?"
„Wydłużaniu" się człowieka towarzyszy wydłużanie czasu życia. Na przełomie XIX i XX wieku średnia długość życia wynosiła w Europie ok. 50 lat. Według badań Tima Kirkwooda w ciągu ostatnich 200 lat, mniej więcej co dekadę przybywają nam do średniej długości życia kolejne dwa lata... Dziś dożywamy przeciętnie 80-tki – przynajmniej ci, którym dane jest mieszkać w Szwecji, Szwajcarii, Holandii, Kanadzie, Norwegii.
Nam, w Polsce, brakuje jeszcze kilku lat do rekordzistów, ale również o nas myślą naukowcy podając, że nie ma biologicznych przeszkód, żebyśmy dociągnęli do 120 wiosen.
Co więksi optymiści wspominają nawet o 150 latach.